Dostajemy czasem od szefów istne mission impossible. Nie, żeby brakowało nam chęci czy kompetencji. Po prostu świat, w którym żyjemy, ma pewne ograniczenia, które nie naginają się nawet pod autorytetem kierownika, dyrektora czy prezesa. Dużo, szybko i dobrze – udręka kierowników projektów. A szybko i pewnie – udręka analityków.

Wybory w pakiecie

Oczywiście, w każdym szanującym się projekcie „na czasie” musi być agile. Zrobimy to zwinnie, szybko i będzie gotowe. OK, ale…

Dobrze, pracujmy w takim układzie. Przygotujemy jakiś backlog, jakieś user stories i iteracyjnie dogadujmy szczegóły z klientem.

No, ale nie poświęcajmy dodatkowego czasu na spotkania z klientem (dodatkowy koszt).

No, ale nie dajmy już pola do manewru, zmian i poszerzania zakresu (bo zakres i koszt ma być znany na początku i nie mamy go przekraczać! czyli bez opcji dodatkowych konsultacji, iteracji i wydań).

Skoro decydujemy się na bardzo ogólne określanie wymagań (będzie szybko gotowe), to nie jestem w stanie zagwarantować, że nie dojdzie nam więcej pracy, niż zakładamy (patrz: założenie).

Skoro decydujemy się na ogólne wymagania, to nie jestem w stanie zagwarantować, że bez stałego/częstego kontaktu z klientem, trafimy w ich gust czy potrzeby i nie będzie zmian.

Ktoś jest w stanie?

Pierwsze prawo wymagań

Błagam.

Jeśli chcesz mieć szybko i ogólnie, to zaakceptuj tworzącą się niepewność i ryzyko.

Bo tak to działa.

Można to minimalizować włączając do bliskiej współpracy klienta, z którym bieżące konsultacje zwiększą pewność właściwego działania. Aha, tylko, że klient też nie ma być włączany… I odpowiednio duża liczba osób, nie zredukuje do zera niektórych czynników ryzyka, np., że nie spełnimy wymagań kodeksu pracy. No, chyba, że będą czytać kodeks z podziałem na role. Ale czytać może też sam analityk (o ile ma czas).

Problem optymalizacyjny

Zastanawiam się często o co właściwie chodzi tym kierownikom, dyrektorom czy zarządom? Ma być szybko, pewnie i przy niewielkich nakładach zaangażowania? Przecież muszą wiedzieć, że się tak nie da. Ale jak mantrę powtarzają swoje.

Może chociaż jakieś wytyczne? Nie dłużej niż…? Czasem się tak uda, ale innym razem słyszysz:

  • – No, to Wy powiedzcie, ile to zajmie.
  • – Zajmie to X.
  • – To za długo.
  • – Możemy zrobić w czasie X/2, ale wtedy może będziemy potrzebować przeróbek.
  • – No, to róbcie tak, żeby nie było przeróbek.

– Hania, no przecież nie mogę powiedzieć, że ma być tylko dobrze, bo to zajmie nieskończoność. Ma być wystarczająco szybko i wystarczająco dobrze.

Aha! Czyli problem optymalizacyjny!

Przypominają mi się zadania optymalizacyjne z matematyki. Coś jak tu: https://www.youtube.com/watch?v=c1ApeQ-Fhls. „Pan Michał ma 60 m siatki. Chce ogrodzić prostokątny obszar swojej działki. Jakie wymiary powinna mieć ta działka, aby jej powierzchnia była jak największa?”.

Ciekawe jak wyglądałoby równanie optymalizacji czasu pracy i jakości efektów analizy? ;) Ciekawe komu właśnie zniszczyłam dzień, bo nie spocznie, póki nie znajdzie odpowiedzi :P

Ale nie zawsze chodzi o złoty środek

Byłoby pięknie, gdyby wystarczyło rozwiązać równanie. Często nie wystarcza. Bo mimo powtarzanych deklaracji, że ważne jest jedno i drugie (czy nawet trzecie, czwarte, piąte), to po reakcjach widzisz, że nie do końca przykładali do wszystkiego taką samą wagę.

Pojawiają się pretensje, że:

  • Było za długo! Mimo, że błędów i problemów jest nie więcej niż zwykle (więc jest optymalnie dobrze).
  • Pojawiają się problemy kompromitujące nas w oczach klientów! Mimo, że nie więcej niż zwykle. I było optymalnie szybko.

Cóż.

Niestety, jak zawsze – musisz rozeznać to sam w swoim sercu, znając swoją firmę, swój projekt i swoich szefów. Musisz zajrzeć w oczy, przeczytać między wierszami i rozsądzić, co jest najważniejsze.

A i tak w wielu przypadkach zadecyduje subiektywne wrażenie.

Bo kto, tak uczciwie mówiąc, zna rzetelne pomiary jakości (nie jako prosta liczba defektów) i czasu (w szczególności, jeśli to nie jest prosta liczba tygodni x 40 h x liczba osób)?

 

Jakie macie patenty na takie mission impossible?

2 KOMENTARZE

  1. Zacząć szukać nowej pracy. Jeśli manager ma taki styl zarządzania (czyt. polski, folwarczno-buraczany), to nic się na to nie poradzi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ