Masz za sobą parę lat przepracowanych w różnych firmach i na różnych stanowiskach. Dziś postanawiasz, że pójdziesz do świata IT, więc aplikujesz na staż nie doceniając tego co dotychczas wchodziło w zakres Twoich obowiązków i kompetencji. Czy faktycznie doświadczenia spoza świata IT nie mają znaczenia dla Twojej kariery zawodowej? Jestem żywym dowodem na to, że jednak mają. I to ogromne!

Jestem analitykiem w dużej firmie IT, która zatrudnia około 120-130 analityków w różnych krajach. Do korporacji weszłam 1,5 roku temu i zdążyłam w tym czasie dwukrotnie awansować. Jak to się stało, że absolwentka biologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (właśnie,  b i o l o g i i ) odnalazła się w świecie analizy biznesowej systemów informatycznych?

Studia

Biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim wybrałam z pasji do tej dziedziny, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Studia były bardzo ciekawe, ale wszystko co działo się po zajęciach – również, i na drugim roku studiów nie zdałam jednego z najważniejszych egzaminów, co w rezultacie oznaczało, że musiałam powtarzać cały rok. Nie lubię się nudzić, wpadłam więc na pomysł studiowania drugiego kierunku, a żeby było ciekawiej – Zarządzanie Biznesem. Biologia była interesującym kierunkiem, ale prymuską nie byłam i interesowała mnie jedynie tylko część zajęć. Za to zarządzanie sprawiło mi dużo większą radość i moje osiągnięcia w tej dziedzinie znacznie bardziej mnie satysfakcjonowały. Z biologii nie zrezygnowałam i finalnie ukończyłam oba kierunki.

Pierwsza praca

Moja aktywność zawodowa w tamtym czasie wiązała się ze współpracą z firmą kosmetyczną, ponieważ to zajęcie dawało swobodę w wyborze czasu pracy i jej intensywności. Częściowo moje obowiązki polegały na sprzedaży produktów z katalogu, a częściowo na budowaniu sieci sprzedaży, a więc na zapraszaniu do współpracy nowych osób i ich szkoleniu. Szkolenia w większości prowadziłam samodzielnie, ale kiedy tylko było to możliwe – zapraszałam i organizowałam szkolenia z najlepszymi fachowcami z branży. Było to zajęcie które dawało dużo satysfakcji i radości – wtedy przekonałam się też, że praca wśród ludzi bardzo mi odpowiada i dobrze czuję się w roli lidera.

Po zakończeniu studiów, wróciłam na Śląsk i przyjęłam ofertę częściowo zdalnej pracy dla gospodarstwa ogrodniczego pod Warszawą. 2 dni w tygodniu miałam pracować na miejscu pozostałą część tygodnia – zdalnie. Można powiedzieć, że było to powiązane ze studiami, które skończyłam, bo sprzedawałam pomidory :) Rozczaruję wszystkich, którzy oczyma wyobraźni widzieliby mnie w chuście przy drodze z paroma skrzynkami warzyw, współpracowałam bowiem z dużymi, międzynarodowymi firmami, a pomidory wysyłałam do klientów TIRami. Była to praca wśród ludzi, która dawała poczucie satysfakcji, zwłaszcza w momencie zdobycia zupełnie nowego, dużego klienta. Jednak handel w takim wydaniu okazał się nie być spełnieniem moich marzeń, ani ambicji zawodowych.

Własna firma

Po zakończeniu tej pracy założyliśmy rodzinną spółkę, która miała umożliwić mnie i mojemu rodzeństwu realizowanie działań, w których czuliśmy się najlepiej. W początkowym okresie, zajmowałam się przede wszystkim prowadzeniem dokumentacji w czym całkiem nieźle się odnalazłam ku uciesze całej reszty wspólników.W międzyczasie ukończyłam studia podyplomowe z pisania i rozliczania wniosków unijnych oraz próbowałam swoich sił w tej dziedzinie. Nigdy nie udało mi się napisać wniosku o dofinansowanie, który wygrałby w konkursie, ale wiedza ze studiów przydała się podczas rozliczania wniosków o dofinansowanie dla klientów spółki.

Pierwsze projekty IT, które firma realizowała dla swoich klientów po prostu rozliczałam nie interesując się zupełnie tym, jak system jest budowany. Z każdym kolejnym projektem to się zmieniało, ponieważ w projektach unijnych kluczowe było dostarczanie systemu zgodnie ze specyfikacją z wniosku o dofinansowanie. Zdarzało się że jakaś część systemu nie była całkowicie zgodna z wnioskiem o dofinansowanie, a to z kolei powodowało, że miałam jeszcze więcej papierkowej roboty, a projekty się opóźniały. W ramach swoich obowiązków zaczęłam weryfikować dostarczane systemy pod kątem wymagań z wniosków. To, że byłam skrupulatna i miałam łatwość w komunikacji, spowodowało przyjęcie przeze mnie roli kogoś, kogo dziś bym nazwała “Product Ownerem” (wtedy nie miałam zielonego pojęcia że taka rola istnieje).

Moja pozycja jako punktu kontrolnego na końcu procesu powodowała jednak, że wszystkie ewentualne zmiany były drogie. Komunikacja z zespołem developerkim też szła mi nieźle i przesunęliśmy moją część działań na sam początek procesu – do etapu planowania developmentu i określeniu wymagań dla systemu. W międzyczasie ukończyłam studia UX Design na SWPS, dzięki czemu jeszcze lepiej mogliśmy przygotować się do rozpoczęcia projektu m.in. tworząc makiety funkcjonalne przed rozpoczęciem prac zespołu deweloperskiego.

Jak tylko poczułam, że jestem w  tym dobra porwałam się na samodzielny projekt. Od dłuższego czasu mieliśmy w głowach pomysł na własny produkt. Opisałam wymagania, zarobiłam makiety, produkt został stworzony …. i okazał się klęską. Ja za to uświadomiłam sobie, że do bycia tak dobrą jak chciałam być, jeszcze mi wiele brakuje.

Wyciągnęłam z tego wnioski i uczyłam się dalej. Niedługo później poczułam, że samodzielnie więcej już się nie nauczę i zaczęłam szukać miejsca, w którym będę miała dalsze możliwości rozwoju i ludzi, od których mogłabym się uczyć. Znalezienie firmy, która spełniałaby moje oczekiwania była nie lada wyzwaniem. Analiza Biznesowa na Śląsku nie jest jeszcze tak rozwinięta, jak mogłoby się wydawać (a już na pewno nie tak, jak ja bym tego chciała), ale znalazłam wreszcie taką firmę, która oferowałą rozwój, ścieżkę kariery i wsparcie dla takiego “świeżaka” jak ja.

Tak znalazłam się w miejscu, w którym jestem obecnie.

Jak dziś korzystam ze swojego doświadczenia?

Współpraca z firmą kosmetyczną nauczyła mnie skupienia na działaniach, które przynoszą rezultaty, tego, że ciągła nauka to podstawa rozwoju, a nauka od osób, które osiągają najlepsze rezultaty, daje…. najlepsze rezultaty. Poznałam również funkcjonowanie firmy sprzedaży bezpośredniej od podszewki, co dziś jest bezcenną wiedzą, ponieważ pracuję przy rozwijaniu produktu tej samej firmy (!).

Działalność w handlu nauczyła mnie dyscypliny w pracy zdalnej i ponownie skupianiu się na działaniach, które przynoszą rezultaty – miałam to szczęście (tak, tak) że moje wynagrodzenie uzależnione było nie tylko od dokonanej sprzedaży, ale również od tego, w jakiej cenie została zawarta transakcja. Trzeba było dać  siebie “coś ekstra”, żeby zarobić. Poznałam też kolejną dziedzinę biznesu, co również przyniosło konkretne efekty w obecnej pracy – mogłam podzielić się wiedzą z innym analitykiem, który rozpoczynał projekt w podobnej branży.

Praca we własnej firmie to była szkoła życia – nauczyłam się, że po prostu trzeba robić to, co akurat musi być zrobione, nawet jeżeli uważam to za nudne. W tym czasie zajmowałam się po trochu wszystkim – rozliczanie projektów unijnych, księgowością, UX Designem, marketingiem, reklamą i w końcu – wymaganiami. Dzięki tym doświadczeniom zrozumiałam, z jakimi problemami i wyzwaniami wiąże się prowadzenie biznesu, jak złożone mogą być problemy i jakie są możliwości ich rozwiązywania. W tym czasie też poznałam prawa rządzące procesem tworzenia oprogramowania. Doświadczyłam też konsekwencji, jakie wiążą się z podjętym ryzykiem lub zaniedbaniem pewnych działań.

Te wszystkie doświadczenia i wyciągnięte lekcje, pozwoliły mi sprawnie zaadaptować się do warunków jakie panują w korporacji. Podjęcie współpracy z dużą firmą wiązało się oczywiście ze sporymi zmianami i koniecznością nauczenia się wielu nowych rzeczy: specyficznego dla korporacji języka, procesów, do których musiałam się przyzwyczaić, i narzędzi, których dotychczas nie używałam. Nie pierwszy, i zapewne nie ostatni, raz postawiłam się w takiej sytuacji i sprostałam jej wykorzystując wszystko to czego nauczyłam się przez te lata. Niekoniecznie pracując w firmie “z branży”.

Natalia Cholewa
Analityk Biznesowy CCBA®, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, od ponad 7 lat związana z branżą IT. Zwolenniczka testowania projektu i produktu na użytkownikach we wszystkich fazach wdrażania. Wyznawca zasady „nie można mieć wszystkiego na raz – ale można mieć wszystko po kolei”. Aktualnie zaangażowana w projekt międzynarodowy w branży retail jako Analityk Biznesowy w SoftServe.

4 KOMENTARZE

  1. Można się przekwalifikować jak się jest młodą osobą. Ja mam 48 lat, chciałem się przekwalifikować na testera oprogramowania, i nikt mnie nie chce zatrudnić bo firmy twierdzą że to praca dla młodych ludzi. Dlatego nie wierzę że mógłbym się naraz przekwalifikować z chemika na analityka IT. To podobnie jak z firmami które oferują szkolenia programistyczne dla osób poszukujących nowej pracy. Reklamują się że np. w 6 tygodni zrobią z każdego programistę, a potem jest zderzenie z rzeczywistością, że te osoby nie są zatrudniane.

    • @Wątpiący
      No jak to możliwe, że kiedyś potrzeba było 5 lat studiów na wyższym poziomie niż dziś, aby zostać programistą (albo ekwiwalentu samouctwa) a dziś 6 tygodni …?
      To nie branża jest problemem, to Polska: po pierwsze, szuka się ludzi doświadczonych a nie kandydatów na juniora.
      Z wykształceniem chemicznym ja bym poszedł raczej w kierunku zapewnienia jakości – normalnie rozumianego. Czyli nadzrou nad procesami.

  2. @Wątpiący – oczywiście nie jestem w twojej sytuacji więc ciężko mi zawyrokować, ale pytanie jest czy piszesz to|: „potem jest zderzenie z rzeczywistością, że te osoby nie są zatrudniane.” na podtawie swojego własnego doświadczenia czy przeczytałeś „gdzieś”, albo „gdzieś” to usłyszałeś. Bo ja akurat znam (osobiście) zupełnie inne historie. Ale fakt – dotyczyło to znacznie młodszych osób.
    Ale skoro to przeczytałeś., to oznacza że interesuje Cię temat – spróbuj iść gdzieś na juniora. Co szkodzi spróbować?

    • Przez kilka lat bywałem wśród osób chcących przebranżowić się na programistę lub testera oprogramowania. Większość z nich do dzisiaj nie może znaleźć pracy jako junior-jakiś-tam. Dlatego napisałem o własnych obserwacjach nędzy na rynku osób przebranżawiających się. Chciałem iść na juniora, na staż, na cokolwiek, aby się załapać. Byłem na kilkunastu rozmowach w małych i w wielkich firmach IT, które kończyły się tym samym – mam brak doświadczenia, albo jestem za stary.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ