Funkcja analityka biznesowego w firmach oraz projektach IT w Polsce pojawiła się dość niedawno. Zakres obowiązków na tym stanowisku oraz możliwe ścieżki rozwoju zależą w dużej mierze od specyfiki firmy i danego projektu, w jaki jest się zaangażowanym. Wielu analityków, jakich znam, nie wywodzi się z sektora IT, ale trafili do niego w wyniku przebranżowienia się. Skoro analitykami zostają osoby z rozmaitym wykształceniem i pochodzące z różnych obszarów rynku, to w jaki sposób można stwierdzić czy dany człowiek sprawdza się w tej roli? Może by tak certyfikat ECBA?

Kluczowe dla analityka jest właściwie udzielane informacje zwrotne od klienta oraz zespołu. Jakie kryteria oceny przyjąć oraz na co zwracać uwagę? Co do zasady, praca analityka jest dobrze wykonywana, jeżeli:

  • zna on potrzeby klienta, któremu podpowiada możliwe rozwiązania, a jednocześnie skutecznie komunikuje je (specyfikuje wymagania) zespołowi,
  • praca porusza się do przodu w założonym harmonogramie oraz budżecie.

Nie istnieje uniwersalne podejście do realizacji projektu. Nie wymyślono też sposobu działania, który odpowiadałby na wszystkie potrzeby jednocześnie. Dlatego jestem przeciwnikiem pracy tylko jedną metodą. W podejściu do klienta trzeba wykazywać się dużą elastycznością, czerpać z wielu filozofii, wybierając najbardziej optymalne elementy.

Od czego zacząć?

Stawiając pierwsze kroki zawodowe przyjąłem, że należy stale poszerzać swoją wiedzę. Tak poprzez sięganie po fachową literaturę, jak i uczestniczenie w konferencjach i szkoleniach i – jeżeli tylko jest taka możliwość – weryfikując wiedzę podczas egzaminów certyfikujących. Człowiek uczy się poprzez stosowanie różnych technik: słuchania, pisania, mówienia i wykonywania ćwiczeń. I tak też staram się działać. Od czego zacząć? Osobiście lubię zacząć od poznania literatury na dany temat, następnie zgłębiając temat podczas konferencji czy szkolenia, by otrzymać dawkę praktycznych uwag i dopytać o pewne kwestie.

Nie ma też złotego środka czy przepisu na to, jak stać się analitykiem w branży IT. Wszystko zależy od projektu i firmy, ale też bagażu doświadczeń danej osoby. Moją osobistą przygodę rozpocząłem od czytania blogów eksperckich, co skierowało moją uwagę początkowo na zagadnienie inżynierii wymagań, a następnie analizy. Po drodze odkrywałem takie obszary, jak Scrum, UX czy marketing.

Kolejne kroki

O istnieniu inżynierii wymagań dowiedziałem się w trakcie szkolenia na certyfikat ISTQB (Poziom Podstawowy). Chciałem zgłębić ten temat, stawiając pierwsze kroki jako tester oprogramowaniu – udałem się zatem na szkolenie przygotowujące do certyfikatu z REQB (dzisiaj jest to IREB – poziom podstawowy). W czasie kursu byliśmy wielokrotnie uczulani, że pytania pojawiające się na teście odbiegają od rzeczywistości (sic!), dlatego należy nauczyć się, klepiąc „na pamięć” poprawne odpowiedzi. Zdobycie certyfikatu okazało się nie lada przeprawą, ale z perspektywy czasu oceniam, że otrzymałem pokaźną dawkę wiedzy. A następnie trafiłem do firmy, która wymaga od analityków posiadania certyfikatów związanych z technologią wykorzystywaną w projektach. Postawiłem zatem na dalszy rozwój w kierunku IREB (Poziom Zaawansowany) i … niestety nie udało się skompletować w kraju grupy uczestników. Rozpocząłem więc poszukiwania innych opcji. Wówczas Hania – autorka tego bloga – poleciła mi certyfikację w IIBA. W owym czasie rynek oferował dwa certyfikaty, które wymagały przepracowania wielu godzin zgodnie ze standardami z BABOK i udokumentowania ich przez mentora. Jednak po pewnym czasie dostałem informację, że IIBA wprowadziło nowy certyfikat – ECBA.

ECBA = ang. Entry Certificate in Business Analysis

W przypadku tego certyfikatu nie ma wymogu określonej liczby godzin pracy według standardów z BABOK ani ich potwierdzenia przez mentora. Wystarczy, że w trakcie rejestracji na egzamin zadeklarujemy liczbę godzin poświęconych w celu uzyskania tego certyfikatu. Z kwestii formalnych warto dodać, że istnieje wybór między udziałem w szkoleniu a samodzielnym zapoznaniem się (przeczytaniem) BABOK v.3, zaś minimalna liczba godzin, jaką możemy na to przeznaczać, to 21h.

Kto i jak?

Egzamin ECBA jest przeznaczony dla analityków, którzy chcą sprawdzić swoją wiedzę w zakresie standardu IIBA w BABOK v.3.

Poniżej przybliżę proces ubiegania się o certyfikat ECBA. Zaznaczam, że utrudnienie stanowi konieczność poruszania się po stronach WWW, które stanowią przykład stron dla analityków bez zrobionej analizy user experience ;)

  1. Aby podejść do egzaminu należy zacząć od zarejestrowania się na portalu IIBA.
  2. Przechodząc do zakładki Certyfikaty, mamy możliwość wybrania jednego z trzech dostępnych certyfikatów. Decydując się na ECBA, należy wypełnić dwa miejsca: „Education” (podsumowanie wykształcenia, wskazanie ukończonej szkoły) oraz „Professional development” (opis przygotowań do tego egzaminu: ile czasu spędziliśmy i w jakim przedziale czasowym).
  3. Kolejny krok to uiszczenie opłaty. Dla członków IIBA jest ona niższa (ale należenie do organizacji wiążę się z płaceniem składek członkowskich).
  4. Po otrzymaniu maila z potwierdzeniem zaksięgowania wpłaty, przez stronę IIBA http://www.iiba.org/Certification/cert/examdayinfo.aspxprzechodzimy na stronę egzaminatora PSI.
  5. PSI niestety również wymaga założenia konta. Po zarejestrowaniu się, należy odszukać ECBA na liście (co także nie jest łatwe), by wybrać termin podejścia do egzaminu – uwaga:
  • może się okazać, że nie będzie dostępnego terminu z dnia na dzień;
  • zdawanie egzaminu warto zaplanować o czasie i w miejscu, w którym przez 1,5 godziny nikt nie będzie nam przeszkadzał.
  1. Do egzaminu podchodzimy na własnym komputerze z dostępem do sieci. Na stronie PSI znajdują się informacje o tym, co należy mieć zainstalowane oraz jakie poziomy dostępności mieć (trzeci poziom dostępu ciasteczek…?). Przed egzaminem warto to zweryfikować na stronie PSI.
  2. Istotne kwestie formalne:
  • Sam egzamin składa się z 50 pytań wielokrotnego wyboru i trwa 60 minut. Wynik otrzymujemy od razu po zakończeniu testu.
  • Przystąpić do egzaminu można 15 minut przed ustaloną godziną, a także do 15 minut później w stosunku do deklarowanego czasu startu.
  • Należy mieć przy sobie dokument ze zdjęciem (np. dowód osobisty lub prawo jazdy), który okażemy egzaminatorowi do kamery.
  • Będziemy proszeni o pokazanie pomieszczenia, w którym zdajemy egzamin oraz biurka – nie może być na nim żadnych kartek ani dodatkowych urządzeń elektronicznych.
  • W trakcie egzaminu nikt nie może wchodzić do pomieszczenia.
  • Zabronione jest także odczytywanie pytań/poleceń na głos lub nawet ruszanie ustami w trakcie czytania!

Moje rady to:

  • uzbroić się w cierpliwość na potrzeby procedury „instalacji”, która poprzedza przystąpienie do właściwego egzaminu (w ramach którego osoba po drugiej stronie monitora wydaje polecenia do wykonania);
  • zawczasu wyłączyć wszelkie komunikatory i usunąć programy z paska narzędzi – zostaniemy poproszeni o udostępnienie monitora, uruchomienie menadżera zadań itp.

Moje słodko-gorzkie wspomnienie

Termin egzaminu wyznaczyłem sobie na wtorek po świętach wielkanocnych. Postanowiłem, że będę go zdawał w biurze, żeby nie ryzykować interakcji z najmłodszą córką. Zarezerwowałem salkę, do której drzwi okleiłem i zablokowałem krzesłem, aby mieć pewność, ze nikt nie będzie mi przeszkadzał. Procedurę rejestracji rozpocząłem 15 minut przed wyznaczonym czasem i…. to uratowało mi egzamin :). Poszczególne jej kroki szły gładko, aż do chwili, gdy miałem okazać dokument tożsamości.

Moja wina – nie doczytałem, iż taki dokument trzeba mieć, i założyłem, że będzie tak, jak w przypadku egzaminu na Scrum Mastera (wchodzę, loguję się, odpowiadam na pytania i „do widzenia”). Emocje urosły, gdy egzaminator nie zaakceptował przedstawienia dyplomu ukończenia studiów, który na prędce wydrukowała mi koleżanka. W desperacji poprosiłem żonę, by przesłała mi MMS ze zdjęciem mojego dowodu osobistego. Drugie pudło. Na moje pytanie „Co teraz?” egzaminator odparł, że mam jeszcze 20 minut, aby dostarczyć dokument. Działałem pod wpływem adrenaliny – komputer do plecaka i ruszyłem na rowerze przez miasto. Dystans do domu to tylko 5 km, ale zegar tyka. Zdążyłem, ale ponieważ w domu była najmłodsza córka pod opieką babci, egzamin zdawałem w jedynym miejscu, jakie uznałem za bezpieczne w owych okolicznościach, czyli…siedząc na toalecie. Podejrzewam, że dostarczyłem egzaminatorowi radości, gdy obracałem kamerkę, by przekonał się, że wokół nie ma innych osób ani niedozwolonych przedmiotów. W trakcie egzaminu byłem upomniany, że nie można ruszać ustami, czytając pytanie, oraz że głowa musi być cały czas w zakresie pracy kamery.

Tym razem zakończyłem z negatywnym wynikiem i informacją, nad jakim obszarem mam jeszcze popracować. Rozczarowująca okazała się sama forma wyników – otrzymujemy informację zwrotną odnoszącą się jedynie do tego, czy odpowiedzi w danym dziale były równe/wyższe średniej.

Mam nadzieję, że moja historia się podobała, a podsumowanie uznacie za przydatne (podobnie jak uczenie się na moich błędach – nie zapomnijcie dokumentu potwierdzającego Waszą tożsamość ?Drugie podejście na jesieni, oby bez przygód ;) Powodzenia!

Więcej o certyfikacie ECBA na stronach IIBA: http://www.iiba.org/Certification/certificationlevels/level1-ecba.aspx

O innych certfikatach dla analityków przeczytasz tu: http://analizait.pl/2012/certyfikaty-dla-analityka/

Mikołaj Kukurba
Od początku kariery zawodowej związany z realizowaniem potrzeb klientów. Od dwóch lat przeszedł na "jasną stronę mocy" - do branży IT. Zakochany w planowaniu i realizowaniu wyznaczonych celów w sposób zwinny. Dzięki uprawianiu kolarstwa górskiego wie, że na sukces trzeba ciężko pracować i przekraczać swoją "strefę komfortu". Dwójka "księżniczek" w domu nauczyła go, że trzeba szybko adaptować się do błyskawicznie zmieniających się potrzeb "klientów" oraz cierpliwości na pytania 5Why's (u dzieci jest więcej niż 5 ;)). W chwili obecnej realizuje wewnętrzny projekt w Enginiety.

6 KOMENTARZE

  1. praca analityka jest dobrze wykonywana, jeżeli:
    praca porusza się do przodu w założonym harmonogramie oraz budżecie.

    Ten budzet w odniesieniu do pracy analityka jest kwestia sporna. Wiekszosc analitykow z jakimi pracowalem/pracuje nie ma na to zadnego bezposredniego wplywu. Moga jedynie sugerowac, uswiadamiac, komunikowac o potencjalnym wplywie wymagania na budzet projektu.

    • Zgadzam się. Analityk nie musi mieć wglądu w wynagrodzenie współpracowników ale może brać czynny udział w estymowaniu/ wycenaniu zadań i wtedy może podjąć decyzję czy to zadanie przesunąć wyżej lub niżej w priorytetach.

  2. Ciekawy zestaw informacji, który mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że na chwilę obecną certyfikacja dla analityków, to generalnie bzdura i strata czasu. Pracuję jako analityk od 12 lat, miałem do czynienia z różnymi rodzajami klientów, z różnymi projektami, prowadzonymi w różny sposób, z zastosowaniem różnych podejść i narzędzi, i szczerze mówiąc, po własnych doświadczeniach z egzaminem na IQBBA, nie widzę sensu dla certyfikacji analityków. W przypadku IIBA plus jest taki, że wymagają potwierdzenia doświadczenia, więc chociaż to sugeruje jakieś powiązanie z rzeczywistością. W przypadku IQBBA dostałem zestaw pytań przygotowujących do egzaminu, z których ok. 80% było sensownych i nawiązywało do materiałów udostępnionych przez IQBBA, i dotyczyło rzeczy, z którymi na co dzień w pracy analityk ma styczność. Następnie na egzaminie pojawiły się kompletnie inne pytania (samo to zaskoczeniem nie było), które sprawdzały nie to, czy ktoś rozumie na czym polega różnica między dwoma metodami zbierania wymagań i tym, w jakich sytuacjach, która z nich jest skuteczna, tylko na tym, by np. pamiętać dokładnie rozwinięcia wszystkich skrótów., które były podane w materiałach. Generalnie egzamin sprawdzał to, czy ktoś wkuł materiały na pamięć, słowo w słowo, nie to, czy cokolwiek z nich zrozumiał i będzie w stanie w praktyce cokolwiek zastosować.

    Prawda jest taka, że analityk musi przede wszystkim umieć się dobrze komunikować, mieć otwarty umysł, znać pewne podstawy typu różnica między Waterfall, a Agile i ogólnie wiedzieć na czym polega inżynieria wymagań, jak należy tworzyć dokumentację (czy to tradycyjną, czy zwinną), czym jest UML, czy BPMN, a także być może znać parę narzędzi typu Enterprise Architect., żeby potem móc na co dzień sprawnie w pracy działać.

    Z czasem ważniejsza staje się też wiedza dziedzinowa i doświadczenie w danym obszarze, np. analizowaniu i modelowaniu procesów. Tego doświadczenia żaden certyfikat nie zastąpi. To nie jest tak, jak w przypadku programistów, gdzie certyfikat potwierdza, że dany człowiek jest biegły w danej technologii. Certyfikaty dla analityków powinny być de facto jedynie z takich rzeczy, jak UML, czy BPMN, gdzie rzeczywiście można sprawdzić konkretną wiedzę i ta konkretna wiedza przekłada się potem na codzienną pracę. Jeśli ktoś zna dobrze BPMN, to dany proces zamodeluje szybciej, niż ktoś, kto ma w tej dziedzinie mniejszą wiedzę.

    Jednak nie sposób porównać dwóch analityków i zweryfikować ich widzę, jeśli np. jeden miał do tej pory do czynienia z sektorem bankowo-ubezpieczeniowym, a drugi z sektorem sprzedażowym. Żaden certyfikat nie pokaże tego, czy ten pierwszy, czy ten drugi będzie umiał się przestawić i dostosować do nowego sektora, w którym ma pracować i czy będzie w stanie pracować w tym sektorze sprawnie. Są analitycy, którzy będą w stanie pracować w każdym otoczeniu, a są tacy, którzy nie będą w stanie wyjść poza swoją dotychczasową dziedzinę biznesową. Tego żaden certyfikat nie oceni, a to jest kluczowe, gdy dana osoba ma zostać zatrudniona w danej firmie. Takich miękkich umiejętności jest w przypadku analityków dużo więcej i osoby rekrutujące muszą je zwyczajnie „przebadać” na rozmowie kwalifikacyjnej, na tyle na ile się da, by być w stanie ocenić przydatność danej osoby.

    Moim zdaniem, dużo ciekawsze i bardziej praktyczne, byłyby szkolenia dla analityków wprowadzające ich w różne obszary biznesowe. To jest dużo bardziej przydatna wiedza, niż wszystkie techniki analityczne razem wzięte.

    • Może certyfikaty IIBA zostawiłyby nieco lepsze wrażenie? Miałam poczucie, że te pytania są sensowne i rzeczywiście nawiązują do pracy. IQBBA nie widziałam.

      Masz dużo racji w tym co piszesz. W takich tematach też analitycy powinni się rozwijać.

      Mam jednak w głowie też osoby, które spotykam, które pracują jako analitycy lub pokrewne role od zarania dziejów, znają doskonale firmę i dziedzinę a mimo to w ich pracy sporo brakuje, bo nie mają podstaw analizy biznesowej czy analizy wymagań. Oni czują, że coś nie do końca działa, jakby nie było pewni jak się za to zabrać, jak to robić. Klienci (wewnętrzni i zewnętrzni) narzekają, że to średnio idzie. I właśnie tym, czego im brakuje to powiedzieć jak zacząć, jak zbierać wymagania, priorytetyzować, znajdować interesariuszy, itp, itd. Coś, co pozwoli im to robić systematycznie a nie po omacku. Babok przekrojowo to fajnie pokazuje i pytania imo nie odbiegają od życia.

  3. Jak najbardziej zgadzam się ze stwierdzeniem, że ciężko jest porównać dwóch analityków. Każdy ma inne doświadczenia i umiejętności aby dojść do celu. Osobiście najbardziej cenie sobie osoby, które są praktykami ale przy okazji zdobywają również certyfikaty lub tytuły naukowe, bo wiem że ich wiedza poparta jest dobrą, zweryfikowaną teorią jak również praktyką. Ciężko również znaleźć egzamin, który w pełni by weryfikował wiedzę i umiejętności analityka.
    Najlepszy egzamin jaki pamietam ze swojego doświadczenia to była rozmowa kwalfikacyjna w jednej z firm na śląsku. Miałem do wykonania szereg zadań: czytanie ze zrozumieniem, pisanie wymagań do pewnej aplikacji, poprawienie spisanych wymagań aby były zrozumiałe, przedstawienie listy możliwych pytań na pierwsze spotkanie z klientem, oszacowanie prac.
    Tak jak pisałem w tekscie, że warto znać wiele podejść i fajnie mieć tą wiedzę w jakiś sposób poukładaną i ewentualnie zweryfikowaną, a jak rozwiążemy potrzebę naszego klienta to klienta może mniej interesować, chociaż liczę że przyjdzie kiedyś klient i spojrzy na zespół dostawców i powie: „o, widzę że macie Państwo ludzi z certyfikatem”, i to przechyli szalę na naszą korzyść aby zostać wybranym przez klienta.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ