Taka myśl z dziś. Chcemy samoorganizacji, wpływu na firmę, decydowania o swoim zespole. Agile, turkusy, managementy 3.0, itp. Wiele firm też tego chce. Co więcej – często to nawet nie fanaberia czy moda, ale konieczność. Kiedy rośnie złożoność tego, czym się zajmujecie, coraz trudniej jest to ogarnąć, zapanować nad tym, sprawić, by skutecznie działało.

Kiedy rozwijasz swoją firmę na większą skalę, czy bierzesz się za coś, co przerasta fizyczne możliwości ogarnięcia przez jedną osobę (np. budowa domu, gruntowny remont, organizacja wesela), to po prostu musisz zdelegować coś innym, jeśli chcesz szczęśliwie dojechać do mety. Mógłbyś pilnować wszystkich szczegółów, wszystkim sterować, ale w końcu zaczęłoby Ci brakować doby. Doszedłbyś do ściany.

Tak samo wielu managerów chciałoby spać spokojnie (i długo), wiedząc, że zespoły ogarniają wszystko same i biznes idzie we właściwą stronę. Kiedy zarządzamy wszystkim centralnie, informacja idzie po wielu szczeblach, po to, żeby decyzja została podjęta na górze i zaczęła schodzić tę samą drogą w dół. Uwaga na utratę i zniekształcanie informacji po drodze! O wielu sprawach zespoły zdecydują znacznie szybciej i lepiej, kiedy zrobią to między sobą! Szybciej się zgadamy. Lepiej wiemy, co nam przeszkadza i co poprawić.

Dlaczego więc nie możemy być tacy samoorganizujący się jakbyśmy chcieli?

Ponoć częstym problemem jest nastawienie zarządzających. Akurat szczęśliwie go obecnie w produkcie nie mam (i znam też trochę osób zarządzających, którzy również bardzo(!) chcą takich rozwiązań), więc nie o tym dzisiaj…

Chciałam dziś od drugiej strony. O budowaniu zaufania w firmie do tego, że zespoły są gotowe wziąć na siebie wraz z samoorganizacją również nierozerwalnie z nim związaną odpowiedzialność. Z wolnością idzie odpowiedzialność.

Nie po to jest samoorganizacja, żeby każdy sam wybrał to, co dla JEGO ZESPOŁU najwygodniejsze.

Nie po to jest samoorganizacja, żeby TWOJEMU ZESPOŁOWI pracowało się lepiej.

Nie po to jest samoorganizacja, żeby Ci managerowie nie zawracali tyłka i dali w spokoju robić to, co TWÓJ ZESPÓŁ chce.

Jeśli chcemy przejąć więcej decyzyjności, wpływu, jaki mają managerowie, pokażmy, że jesteśmy również gotowi wziąć odpowiedzialność za to, za co oni biorą. Za cały produkt, a nie tylko jego kawałek. Za zadowolenie klienta.

„U mnie działa, więc zrobiłem swoją robotę. Co ja mogę za to, że całość nie działa? To nie jest moja praca, żeby biegać po całej firmie za tym, co inni mieli zrobić.”. „To nie moja wina. To tamten zespół nie dowiózł.”. „Tak nam powiedzieli. Jeśli klientowi się nie podoba, to nie nasza wina.”. „Co my możemy, przecież to tamten zespół ustala.”. „To, co, ja mam gadać z managerem?”. „My nie wiemy jakie są opóźnienia czy co powiedział klient, bo nam firma nie dostarczyła takich informacji”.

Jeśli chcemy wziąć wpływ managerów, bierzmy ich odpowiedzialność.

Stawiajmy działanie całego systemu wyżej niż to, czy u nas w zespole działa. Rozwiązujmy problemy do skutku, a nie tylko dochodząc do granic, gdzie jest nam łatwo. Jeśli tego wymaga problem, chodźmy załatwiać sprawy po całej firmie, a nie tylko z tymi, których znamy i gdzie jest wygodnie. Proaktywnie prośmy o informacje, których potrzebujemy, a nie czekajmy, aż ktoś się domyśli. Podejmując decyzje, kierujmy się tym, jak to wpłynie na klientów i na firmę teraz i w przyszłości, a nie tylko tym, co jest fajnie dla naszego zespołu.

Ja w mojej firmie nabierałabym coraz więcej zaufania widząc, że ktoś kieruje się moim interesem, a nie tylko swoim, samodzielnie rozwiązuje problemy, w których sam może dogadać się z innymi bez mojej ingerencji, bierze a nie zrzuca odpowiedzialność. A Ty?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ